Edukacja

Lekcja bez scenariusza, czyli o tym kiedy nauczyciel staje na głowie

Jakiś czas temu miałam okazję brać udział w bardzo ciekawej wizytacji zajęć i nie piszę tego z żadnym przekąsem, ironią ani żartem. Choć zajęcia podczas mojej obecności zostały przewrócone do góry nogami to była to jedna z najlepszych moich wizyt i obserwacji nauczyciela podczas prowadzonych lekcji. No ale od początku – o co właściwie mi chodzi? Bardzo często, kiedy umawiam się z nauczycielem na wizytację spotykam się z modelowo przygotowanym scenariuszem, który nadaje szyku całym 45 minutom spędzonym z uczniami. Jest dobrze, poprawnie, bezpiecznie…. tak szkolnie – jak być powinno, jak przystało, jak książka pisze… Czy to źle? Absolutnie nie, bo jeśli nauczyciel tak czuje dydaktykę i w takim stylu pracuje mu się dobrze – to dlaczego nie? Całkiem niedawno to zrozumiałam. Dobry nauczyciel klasyczny jest tak samo potrzebny jak ten Kreatywny Wariat, czyli równowaga zachowana, bo niech jeden od drugiego uczą się tego co dobre i w szkole pożyteczne, czego tamten jeszcze nie potrafi, a inny swoimi pomysłami, wiedzą i doświadczeniem może się podzielić. Bez względu na lata pracy, wiek, osobowość i styl nauczania pokora w tym fachu jest potrzebna. Jak to mówi jeden z poznanych przeze mnie całkiem niedawno profesorów ,,Spuść głowę i powiedz, że nie wiesz, ale miej odwagę to przyznać, a drugi Cię nauczy. Ty zaś jeszcze tylko skorzystasz.” Biorę to garściami i każdemu polecam ale tak otwarcie, szczerze i uczciwie, bo tak wiele razy spotykam się z deklaracjami jak to inna robi fajnie, jaki ciekawy pomysł ale kiedy zapytam, kiedy byłaś u niej na zajęciach lub kiedy poprosiłaś o pomoc w problemie, z którym borykasz się w swojej klasie pozostaje cisza. Warto więc tak zwyczajnie w świecie i z dziecięcą ciekawością przyjrzeć się temu co inne, być może wartościowe i przez nas jeszcze nieokiełznane 😉 aby z pożytkiem wypróbować w swoim doświadczeniu i pracy z uczniami. I znowu nieco odeszłam od mojej wizytacji ale w tym temacie tyle dodatkowych refleksji samoistnie mi się nasuwa. Umówiłam się więc na obserwację zajęć z nauczycielem mechatroniki w naszej szkole. Jak weszłam do klasy wiedziałam, że scenariusz jest już dobrze przygotowany. ,,Mamy coś kreatywnego Pani Dyrektor przygotowane ale to będzie gdzieś w środku zajęć najpierw wprowadzenie” – usłyszałam. No dobrze to sobie czekam. ,,Nauka w działaniu też będzie ale to też po wprowadzeniu” – zaznaczył nauczyciel. Mina mi zrzedła ale z ciekawością czekałam na to co nastąpi. Było przypomnienie z dziećmi tematu, podsumowanie treści z poprzednich zajęć, kilka świetnie przygotowanych slajdów, dzieci strzelały odpowiedziami z zakresu fizyki i mechaniki raz po razie, aż miło było słuchać i nagle… jest … pojawiło się zadanie do wykonania. Dzieciaki podzielone na mniejsze grupki w milczeniu odrobiły polecenie nauczyciela, zostało sprawdzone i jedziemy dalej z tymi slajdami strona po stronie. ,,Działanie już było!” – oznajmił zadowolony nauczyciel. Po czym okazało się, że dzieci czegoś nie rozumieją. Nauczyciel postanawia zbudować układ przewodzenia prądu i im wyjaśnić. ,,To może niech dzieci same taki układ spróbują zbudować” – po cichu wtrąciłam. ,,No dobra” – chwycił rozentuzjazmowany nauczyciel. Dzieci dobrały się w grupki i zaczęły obmyślać rozwiązania problemu, który przed nimi stanął. ,,Niech Pan podchodzi do każdej z grup i pyta z jakim problemem się mierzą, co chcą zrobić, jakie rozwiązania chcą wypróbować. Niech Pan wspiera ale nie daje gotowych odpowiedzi.” – zaproponowałam nauczycielowi. Okazało się, że uczniowie w poszczególnych zespołach zaczynają między sobą współpracować. ,,Piotrek chyba znam odpowiedź na Twój problem” – krzyknął Łukasz. ,,Jedną z hipotez, którą należy przetestować i sprawdzić, że nam ta żarówka nie chce się zapalić jest przepalona bateria w układzie” – dodała Matylda. Razem z nauczycielem podchodziliśmy do dzieci, aby wyrazić swoje zaciekawienie i uznanie w stosunku do nowego pomysłu. W końcu rozwiązanie problemu zostało odnalezione i to przez grupę, która miała z tym najwięcej trudności. Ileż było radości ze wspólnej pracy. Dzieci miały ogrom przyzwolenia na próbowanie nowych pomysłów, stawianie kolejnych hipotez, odrzucanie ich i testowanie kolejnych. Nauczyciel zaś okazał się niezwykle otwartym i w pełni zaangażowanym Towarzyszem wspólnego odkrywania i nie bał się pokazać dzieciom, że on także się uczy. Dlatego postawa i stosunek do swojej pracy są tak samo istotne jak głowa pełna wiedzy. To kawał serca, które wkładamy w codzienne obowiązki czyni wyjątkowym to co robimy, odróżnia od innych, a jednocześnie inspiruje. Sprawia, że chcemy się dzielić nie tracąc przy tym tego, co dla nas ważne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *